sobota, 22 listopada 2014

Tylko trzy kwadranse, czyli Darłowo coraz bliżej




Sądzić tak można choćby po coraz większej liczbie wpisów koszalinian i zamieszczanych przez nich zdjęć w serwisie Facebook, których tłem jest właśnie Darłowo. Jednym z zaprzysięgłych fanów tego miasta jest pan Marek Jóźków, koszaliński fotografik: – Dla mnie Darłowo to przede wszystkim Darłówko, czyli dzielnica nadmorska. Z podziwem patrzę, jak wszystko tam się zmieniło w ostatnich latach. Uporządkowany port, marina dla jachtów, prospekt spacerowy wzdłuż Wieprzy. Czuję się tak, jak bym był w jakimś kraju zachodnim. Już nie pachnie smutnym zaściankiem. Wolę jeździć do Darłówka niż do Mielna. Tu i tu latem jest dużo turystów, ale w Mielnie ten tłum męczy, a w Darłówku jakby się gdzieś rozpływał. Po sezonie Darłówko nadal żyje, czego nie można powiedzieć o Mielnie. A poza tym to najlepsze miejsce do fotografowania sztormów, co uwielbiam. 
A tak uzasadnia wybór Darłówka na niedzielne spacery Zygrfyd Rospondek, od roku mieszkaniec Koszalina, który zamieszkał w nim, szukając zmiany klimatu dla dzieci chorujących na chroniczne nieżyty dróg oddechowych: – Przyjechaliśmy z rodziną ze Śląska. Lekarze powiedzieli nam, że najlepszym sposobem na wyleczenie córek z początków astmy będzie zmiana klimatu. Trochę trudno było się przyzwyczaić do małego miasta, jakim przy Katowicach wydaje się Koszalin. Ale za to morze jest nagrodą za wszystko. Jeździmy najczęściej do Darłówka. Utarło się, że w sobotę albo niedzielę, a czasami w oba te dni odbywamy rodzinny rytuał: godzina, półtorej po plaży, a potem do akwaparku przy hotelu Jan. Pewnie kiedy akwapark powstanie w Koszalinie, pojawi się pokusa, żeby skorzystać z pływania na miejscu, ale na razie jesteśmy wierni „Janowi”.
Pan Zygfryd zwraca uwagę na jeszcze jedną atrakcję, która miejscowym i nawet koszalinianom może wydawać się czymś oczywistym: – Można spacerować po nabrzeżu i obejrzeć port z bliska: statki, łodzie, ściągnięte z kutrów i zwinięte sieci. Robimy sobie czasami wycieczki do innych miejscowości nadmorskich i nigdzie nie ma takiej możliwości, żeby po prostu chodzić po porcie. A już super rewelacja to ryba prosto z kutra. Na przykład w Ustce rzecz niemożliwa. Z Darłówka zawsze przywozimy ryby. Świeży bałtycki śledź według przepisu Basi, mojej żony, to rarytas. A ostatnio raz za razem udaje się nam kupić sandacze.
Kiedy pytamy mieszkańców Koszalina, z czym im się kojarzy Darłowo, często wymieniają zamek. Rzeczywiście, zamek darłowski to coś unikalnego. Średniowieczna siedziba rycerska góruje nam miastem, sygnalizując historyczny charakter miejsca. Niezniszczony w czasie działań wojennych toczących się na początku 1945 roku, później wyremontowany, mieści obecnie Muzeum Książąt Pomorskich, spośród których najsłynniejszy był Eryk. Dzieje Eryka, króla Danii, Szwecji i Norwegii, wygnanego przez poddanych, trudniącego się piractwem rycerza, który wychował się w Darłowie i w nim dożył swych sędziwych lat, robi wrażenie na osobach słuchających oprowadzającego po zamkowych komnatach przewodnika. Bezpośrednich pamiątek po królu właściwie nie ma, ale pozostała przepiękna legenda o jego romantycznej miłości do dwórki Cecylii, którą upamiętnia złoty gołąb umieszczony w murze zamkowego dziedzińca.
Ale nie tylko zamek ma swój szczególny klimat. Także wąskie uliczki, odnowiony deptak i piękny rynek ze słynną fontanną rybaka to miła sceneria spacerów. Burmistrz Darłowa, Arkadiusz Klimowicz, zachęca do odwiedzania miasta: – Jest nam miło, że nie tylko turyści z głębi Polski doceniają Darłowo. Pracujemy nad tym, żeby przyciągać również osoby mieszkające w pobliżu, na Pomorzu. I chyba nam się udaje, bo na przykład podczas letniego festiwalu Media i Sztuka spotykałem dużo osób z Koszalina. Zapraszamy nie tylko latem. To góra trzy kwadranse jazdy samochodem! 
Wspomniany przez burmistrza Klimowicza festiwal to tylko jedna z ogromnej liczby imprez, jakie proponuje – ze szczególnym ich natężeniem w sezonie wakacyjnym – nadmorski kurort. Są to na przykład: Festiwal Filmów Skandynawskich, festiwal muzyki reggae, spotkania literackie, koncerty muzyczne. Ale również po sezonie nie ma tygodnia, by w Darłowie nie działo się ciekawego. I można zaryzykować twierdzenie, że atrakcyjnych wydarzeń jest tam nie mniej niż w Koszalinie. A o informacje o nich nietrudno znaleźć w Internecie, bo promocję w oparciu o nowe media Darłowo ma opanowaną perfekcyjnie. 

DLACZEGO DARŁOWO?
Marek Krajewski, pisarz, mistrz kryminału:
  • Trzyma się Pan w powieściach swoich miast Wrocławia, Lwowa. Mógłby Pan napisać kryminał osadzony w Warszawie?
  • Niestety, muszę mieć związek emocjonalny z miastem…
  • A o starożytnym Rzymie?
  • Mam związek emocjonalny (Marek Krajewski jest z wykształcenia filologiem klasycznym – przyp. „P”). Warszawa jest piękna i dobrze się tu czuję, ale nie na tyle dobrze, by awansowała w moim prywatnym rankingu. Są w nim trzy miasta: Wrocław, Lwów i Darłowo. Za podium już nic nie ma.
  • Darłowo?
  • Ze względu na więzy rodzinne, wspomnienia z wakacji i urodę tego nadmorskiego miasta. Oszczędziła je wojna, ma starą zabudowę, a gdyby pan pojechał tam jesienią albo wiosną i zobaczył mgłę wdzierającą się między domy, usłyszał odległe kroki na zroszonym bruku, to by pan wiedział, że jest to idealne miejsce dla kogoś takiego jak ja, kto lubi i horrory, i kryminały.
(źródło: „Rzeczpospolita” Plus Minus 18.10.2014, z pisarzem rozmawiał Marcin Kube)
Magazyn Prestiż/Koszalin, nr 9, foto: M.Burduk